poniedziałek, 17 października 2011

Dostaliśmy go od siostry na święto Bożego Narodzenia. Wyglądał mniej więcej tak:

Zdjęcie niestety niewyraźne, ponieważ nie mieliśmy wtedy jeszcze aparatu fotograficznego i robiliśmy je telefonem.
Bruno był wtedy małą ciemną kulką i miał przeczepioną czerwoną kokardę na szyi. Wyglądał uroczo. Niestety, pomimo iż siostra kupowała go od hodowcy, był strasznie zaniedbany. Jak po niego jechali to wzięła ręcznik do samochodu, aby mały nie napaskudził na siedzenia. Niestety ręcznik posłużył w innym celu. Szczeniak była tak brudny i tak śmierdział, więc przykryli go nim aby stłumić trochę zapach. Jak dojechali do domu to od razu go umyli - raz nie wystarczyło, trzeba było go wykąpać drugi raz. Ciężko mi jest uwierzyć że ktoś kto zarabia na hodowli psów pozwala na takie warunki hodowli. Czy nie wstyd mu sprzedawać tak zaniedbane psiaki, po prostu coś strasznego. Dobrze że choć dopilnowane było pierwsze szczepienie. Jak się potem okazało Bruno miał przeziębione górne drogi oddechowe. Dostał zastrzyki i niestety zapamiętał to dobrze. Wycieczka do weterynarza to prawdziwy koszmar, ponieważ Bruno strasznie się wyrywa przy jakimkolwiek zabiegu. Dodatkowo mieszkaliśmy wtedy w bloku i niestety, przez przeziębienie nie można go było wyprowadzać. Wspominam to z traumą bo trzeba było latać za psem i po nim sprzątać, a jak to szczeniak  załatwiał się wszędzie. No ale jakoś się udało przetrwać...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz